Mazurski rejs Kawy u Plebana – 2020 sierpień

Ahoj!

W kierunku przeciwnym niż w ubiegłym roku rozpoczęło się nasze żeglowanie. Admirał Alek zakrzyknął „płyniemy na Północ” i nie było odwrotu: Mamerki, Sztynort, Węgorzewo – to wodny szlak, którego uroki podziwialiśmy.

Chociaż w tym roku pogoda była nieco kapryśna – ale podobno prawdziwie żeglarska – znacznie mocniej wiało:) i kropel deszczu z nieba nie brakowało – atmosfera w czasie rejsu była jak zwykle bardzo ciepła i słoneczna. Wiele się działo…

Znowu doświadczaliśmy radości wspólnego żeglowania, wspólnej zabawy, radości spotkania z drugim człowiekiem, ubogacania się różnorodnością naszych osobowości.

Nie tylko szanty ale i inne piosenki, można było usłyszeć przy ciepłym blasku ogniska czy na kei, gdy wieczorem po dniu żeglowania szczęśliwie dobijaliśmy do portu.

W tym rejsie byliśmy już o rok doświadczenia mądrzejsi i bogatsi o kilku nowych, młodych żeglarzy z patenami:), więc łódka młodzieżówa też odbyła swój rejs.

Jak zwykle nie zawiódł nas Ksiądz Piotr, który dzielnie razem z nami stawiał czoła „przechyłom i falom” i razem z nami trzymał się za liny – a rano lub wieczorem niestrudzenie umacniał nas Słowem Bożym w czasie Eucharystii.

Był też czas na wędkowanie, ale tu szans nie dała nikomu Weronika, ryba którą złowiła, nie chciała zmieścić się w duuużym słoiku.

Oczywiście nie obyło się bez kąpieli w jeziorach – wśród chętnych dominowała młodzież – ale nie zabrakło również młodych ale duchem;).

Podsumowując: rejs zakończył się szczęśliwie, obyło się bez strat w ludziach, chociaż niektórzy z wielkim upodobaniem zaprzyjaźniali się z muringiem :)) (lina służąca do cumowania w porcie) , który „zmuszał ich” do prac twórczych;) np. zdobywali doświadczenie w majsterkowaniu lub nurkowaniu w odmętach dna przystani w Pięknej Górze.

A teraz nic innego nam nie zostało jak piękne wspomnienia i marzenia o kolejnym rejsie.

Jeszcze raz dziękujemy Alkowi, Dominice, Pawłowi i wielu innym, bez których ten rejs by się nie odbył.

Agata